Nie taki rodzic straszny, czyli apel rodzica do trenera!

Nie taki rodzic straszny, czyli apel rodzica do trenera!
16 listopada 2016 PNDD

NIE TAKI RODZIC STRASZNY,
CZYLI APEL RODZICA DO TRENERA!

Dobrze wiecie jak często mówi się o „problemach” związanych z rodzicami-kibicami. Sami niejednokrotnie publikowaliśmy artykuły, filmy czy grafiki mające na celu edukację rodziców i propagowanie odpowiedniego zachowania podczas treningów, meczów i turniejów.  Problem istnieje, ale czy na pewno chodzi tylko o rodziców?

Otrzymaliśmy list/artykuł od Wojtka Sokolnickiego, niepraktykującego instruktora piłki nożnej i rodzica 11-letniego piłkarza. Jego syn rozpoczął przygodę z piłką nożną w wieku 6 lat. Mają więc za sobą już ponad 5 lat treningów. Wojtek chce podzielić się swoim punktem widzenia odnośnie obecności rodziców na treningach i meczach oraz sytuacji na linii rodzic-trener.

Przeczytajcie w pierwszej kolejności wypowiedź Wojtka, a pod listem znajdziecie mój komentarz!

[divider line_type=”Small Line” custom_height=””]

„Większość akademii, zgodnie ze swoją polityką, zabrania udziału rodziców w jednostkach treningowych dzieci. Trenerzy używają argumentów związanych z dekoncentrują dzieci i chęcią zaimponowania rodzicom czy przesadzonymi reakcjami tych drugich i głośnym wyrażaniem własnych, często niekontrolowanych emocji. Jak w przytaczanym przez Was artykule PsychoSportica: podaj, strzelaj, wstawaj – to tylko niektóre werbalne reakcje dorosłych. Wiem, że to może rozpraszać dzieci i wpływać na plan oraz jakość treningu.

Ale jest jeszcze jeden aspekt, który często jest przez trenerów pomijany lub marginalizowany. Dzieci są różne. Jedne są przebojowe, inne skryte. Jedne potrafią walczyć o swoje i pokazywać na boisku faktycznie, to co potrafią i zewnętrzne czynniki (np. rodzice na trybunach) nie mają na nich wpływu. Inne, na trybunach szukają akceptacji dla swoich działań, często chcą zaspokoić oczekiwania bardziej rodziców niż swoje. A co z dziećmi, które są gdzieś po środku?  Mają potencjał, ale brakuje im pewności siebie. Starają się, ale nie zawsze trener jest w stanie zająć się nimi indywidualnie, skupić na nim większej uwagi.

Jedni pewnie powiedzą, że boisko wszystko weryfikuje, że zostają najlepsi, że tylko silni mentalnie mogą zrobić karierę. Czy aby na pewno, w tym wieku powinniśmy o tym decydować? Przy okazji, aż strach pomyśleć, ilu Lewandowskich w ten sposób skończyło przedwcześnie swoje kariery. Z drugiej strony, zawsze zastanawiałem się, co można zrobić, aby skutecznie potencjał z takich dzieci wyzwolić? Co może trener a co inne osoby?

Tu z pomocą, według mojej opinii, mogą przyjść rodzice. Oczywiście, rozsądni rodzice, którzy traktują piłkę „poważnie”. Celowo nie poruszam problemu niespełnionych ambicji, bo granica między taką postawą a faktycznym zaangażowaniem jest niewielka. Ale z drugiej strony, nie po to wozimy dzieci na treningi, wydajemy pieniądze na buty i sprzęt sportowy, opłacamy obozy i dodatkowe treningi, żeby to realne zaangażowanie sprowadzić do wyświechtanego frazesu. Jeśli zatem rodzic się tak poświęca i chce aby „coś z tego było”, dlaczego mu zabraniać bardziej czynnego udziału? Dlaczego nie wykorzystać jego relacji i realnego wpływu na młodego piłkarza?

Jak zatem można wykorzystać ten potencjał? A zatem, ja jestem aktywnym rodzicem. Ustaliliśmy kiedyś wspólnie, że gra w piłkę jest tym, co syn chce robić w przyszłości. Czy się mu uda? Nie wiem i nikt tego nie wie w tej chwili, ale jestem przekonany, że dzięki mojemu zaangażowaniu i pomocy, jest w tym miejscu, gdzie jest. Czy robiłem coś spektakularnego? Nie sądzę. Czy było to coś podważającego autorytet trenera? Nie wydaje mi się. Dzisiaj śmiało mogę powiedzieć, że moja obecność na treningach była jedną z rozsądniejszych rzeczy jakie mogłem zrobić dla dziecka.

Pomijam możliwość oceny pracy trenera na bieżąco, czyli tego, czego,  jak mniemam trenerzy, chcą unikać. Z drugiej strony, każdy z nas w pracy jest oceniany przez przełożonych. Dlaczego trener nie może podlegać takiej ocenie? Nie wiem, ale to temat na inny artykuł :).

Wracają jednak do meritum sprawy, dzięki obecności na treningach, pomogłem dziecku na wiele różnych sposób. Kiedy wkradało się rozluźnienie i dekoncentracja mogłem w domu, wieczorem reagować stanowczą uwagą :). Kiedy pokazał świetne zagranie, mogłem wzmocnić jego poczucie własnej wartości i wiarę w swoje możliwości. Ciągłe oglądanie jego meczy  (video), godziny wspólnych analiz i dyskusji co można było zrobić lepiej, co inaczej, jakie miał jeszcze inne możliwości, sprawiły, że z tygodnia na tydzień stawał się lepszym piłkarzem.

Nie ingerowałem przy tym znacząco w pracę trenera. Skupiałem się bardziej na nim samym i nie podważałem autorytetu trenera. Mimo, że często pewne elementy treningu nie podobały mi się, starałem się przekazywać uwagi tak, aby nie miały wpływu na jego postrzeganie sztabu szkoleniowego i kolegów. Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że warto było.

Oprócz jego rozwoju sportowego, mam wrażenie, że zyskałem coś jeszcze: jego uwagę i akceptację dla tego co robimy razem. A to, że chce słuchać, rozmawiać, przyznawać się do błędów i wyciągać wnioski jest największą nagrodą dla mnie jako rodzica. Jeśli nawet nie w kwestiach sportowych, to na pewno w kwestiach wychowawczych.

Zatem, drodzy trenerzy. Popatrzcie czasem na trybuny z innej perspektywy. Wykorzystajcie to, bo warto!

Wojtek Sokolnicki (rodzic 11-letniego piłkarza)”

[divider line_type=”Small Line” custom_height=””]

Wiele rzeczy mnie zdziwiło w tekście napisanym przez Wojtka, wiele też pozytywnie zaskoczyło! Wróćmy jednak na początek, do pytania ze wstępu – czy na pewno chodzi tylko o rodziców?

Oczywiście, że NIE! Przecież to my TRENERZY ustalamy zasady panujące w zespole, zarówno z zawodnikami jak i rodzicami. Pracowałem już z wieloma grupami i nigdy nie było u nas sytuacji, że rodzice są odsuwani i to trener wie najlepiej. Zawsze wspólnie wyznaczaliśmy zasady i się ich trzymaliśmy. Oczywiście później zdarzały się wpadki, zwłaszcza podczas meczów, w końcu to są emocje rodziców związane z ich największa pociechą i skarbem. Jednak zasady pozwalały na stanowczą reakcje trenera, a często nawet sami rodzice szybko się poprawiali!

Wojtek napisał: „Jeśli zatem rodzic się tak poświęca […], dlaczego mu zabraniać bardziej czynnego udziału? Dlaczego nie wykorzystać jego relacji i realnego wpływu na młodego piłkarza? […] ja jestem aktywnym rodzicem„. Dla mnie to jest klucz do sukcesu oraz sposób na zdecydowane ograniczenie niewłaściwych zachowań rodziców. 

Życzę każdemu trenerowi, by miał zaangażowanych rodziców, takich jak Wojtek! Dzięki temu nie musisz walczyć z rodzicami, a z nimi współpracujesz. Pozwala to na osiągnięcie najlepszych rezulatatów dla najważniejszej w tym wszystkim osoby – DZIECKA!

Zachęcam Cię do ponownego przeczytania listu Wojtka i przemyślenia sytuacji. Co Ty możesz zrobić, aby właściwie zaangażować rodziców?

0 komentarzy

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

− 2 = 3