Wizyta w Hiszpanii – najmłodsi grają 7×7!

Wizyta w Hiszpanii – najmłodsi grają 7×7!
13 lutego 2019 Jakub Śpiegowski

Kto uważnie śledzi nas w mediach społecznościowych ten zapewne wie, że kilka dni temu wróciliśmy z obozu piłkarskiego w Hiszpanii. Udostępniałem już filmy na Facebooku i zdjęcia na Instagramie, pytałem też o grę 7 x 7 na Twitterze. Zainteresowanych odsyłam do naszych profili na tych platformach.

Dzisiaj natomiast chciałbym skupić się tylko na sparingu rocznika 2011 (choć miałem małe wsparcie z rocznika 2010), który mieliśmy okazję rozegrać w Lloret de Mar z zespołem Ca La Guidó rocznik 2010. Graliśmy „po hiszpańsku”, czyli:

  • 7 x 7,
  • bramki 5×2 m,
  • wrzut z autu rękami,
  • spalone.

Coś zupełnie innego niż u nas! Dla przypomnienia – rocznik 2011 w chwili obecnej to Żak Młodszy (U8), u nas w tym wieku gramy 5 x 5, bramki 3×1,55 m, auty wprowadzamy nogą z linii bocznej, przepis o spalonym nie obowiązuje. Jak widać już na wstępie – nie było to dla nas łatwe starcie. Nigdy nie graliśmy według hiszpańskich standardów i ponadto mierzyliśmy się ze starszym rocznikiem.

Jednak nie o tym chciałem pisać, dzisiaj chciałbym porozmawiać o różnicach w grze między systemem hiszpańskim, a system polskim.

Na samym początku chciałbym bardzo mocno i wyraźnie podkreślić, że ten wpis to moja SUBIEKTYWNA ocena tego co zobaczyłem i doświadczyłem rozgrywając sparing AP Szczecinek 2010/11 – Ca La Guidó 2010 w Hiszpanii. Zdecydowanie bliżej mi do systemu szkolenia i rozgrywek stosowanego w Anglii czy Belgii niż do modelu z Hiszpanii.

Chciałem zrobić klasyczne zestawienie plusów i minusów rozwiązania hiszpańskiego, ale w mojej ocenie zalet jest na tyle mało, że mija się to z celem i po prostu opiszę konkretne czynniki wpływające na grę i rozwój zawodników.

Liczba kontaktów z piłką

To zdecydowanie największy minus gry 7 x 7 w Hiszpanii. Po boisku biegało 14-stu małych piłkarzy i każdy z nich miał naprawdę niewiele kontaktów z piłką. Zawodnicy mieli dopiero 7-8 lat i uważam, że to zdecydowanie za wcześnie na taką grę. Jak mają się rozwijać jeśli prawie nie dotykają piłki? Gdybyśmy mieli tak grać w każdy weekend to zapewne gralibyśmy tak także na treningu, a to oznaczałoby drastyczny spadek ilości kontaktów z piłką każdego zawodnika. Uważam, że jest to zbyt duża strata dla najmłodszych zawodników.

Rozumienie gry

Ten argument pada najczęściej z ust zwolenników hiszpańskiego systemu gry w grupach dziecięcych. Ok, połowicznie jestem wstanie się tutaj przychylić w ich stronę, ale tylko połowicznie. Z jednej strony dzieci mają więcej możliwości wyboru, muszą więcej rozglądać się po boisku, lepiej „czytać grę”, ale z drugiej strony… czy 7-latek jest w stanie pojąć złożoność takiej gry? Czy faktycznie rozumie grę tak jak to sobie tłumaczymy i się tego uczy? Czy jest w stanie analizować te zawiłe sytuacje i podejmować odpowiednie decyzje?

Osobiście uważam, że to jest jeszcze zbyt skomplikowany system dla 7/8-latka (a Hiszpanie grają tak i w młodszych kategoriach z tego co wiem). Taki maluch nie pojmie złożoności gry i dużego wyboru opcji, a gra tak czy siak będzie ograniczona do 2-3 najbliższych osób.

Jest tutaj jednak duże „ALE”! Między innymi przez to „ALE” napisałem na początku tego akapitu, że mogę się połowicznie zgodzić z tym argumentem. Chodzi mi tutaj o selekcję! Jeśli będzie to wyselekcjonowana grupa zawodników, gdzie dzieci mają duże umiejętności, wychodzą z etapu egocentrycznego i żyją piłką od rana do wieczora to gra 7 x 7 może mieć tutaj przewagę (jednak dla mnie nadal mała ilość kontaktów niweluje tą zaletę).

Liczba kontaktów z piłką i rozumienie gry – raz jeszcze

Dlaczego powtarzam dwa pierwsze punkty? Bo w Hiszpanii grając z Ca La Guidó uwidoczniło się jeszcze bardziej to co każdy z nas widuje na naszym podwórku. Na boisku było 14 zawodników, a tak naprawdę w każdej drużynie grało 2-3 zawodników.

Pominę tutaj drużynę, którą prowadziłem, a powiem kilka słów o drużynie z Hiszpanii. Niby grali w siedmiu, ale tak naprawdę całą grę „robiło” im tylko dwóch zawodników. Dwóch wyrośniętych, dobrych technicznie, po prostu wyróżniających się zawodników. To oni odbierali piłkę, to oni doganiali mojego malucha, który szedł sam na sam z bramkarzem i go przepychali, to oni strzelili większość bramek i to oni grali podaniami. Ci mniejsi czasem dostawili nogę, czasem odebrali piłkę, bardzo rzadko prowadzili czy dryblowali. Mieli więc jeszcze mniej kontaktów z piłką i rozumienia gry niż nam się wydawało.

Na siłę można, by było powiedzieć, że uczą się grać bez piłki i poruszać na boisku… ale to na siłę bo mieli po 7-8 lat.

A co do samego rozumienia gry to muszę dodać jeszcze jedną rzecz. Po przeciwnej stronie było dwóch trenerów, którym buzia się nie zamykała, którzy biegali wzdłuż linii bocznej, którzy cały czas pokazywali palcem gdzie podać, którzy prawie bez przerwy podpowiadali. Gdzie tu więc nauka rozumienia gry?

Przestrzeń 

Tutaj mały plus dla Hiszpanii! Graliśmy na boisku ok. 50×35 metrów, może nawet 60 metrów długości. Faktycznie przy grze 7 x 7 było tutaj sporo przestrzeni. Dzięki temu mogliśmy podczas meczu zobaczyć pewne elementy, które rzadko widać podczas naszych gier.

Kilka razy widzieliśmy piękne podanie prostopadłe, takie typowe między dwóch obrońców na wolne pole do wbiegającego tam kolegi. Piękna sprawa!

Zawodnicy mieli też troszkę więcej czasu na przyjęcie piłki, podjęcie decyzji, mimo dużej ilości zawodników miejsca było naprawdę dużo.

Dzieci lepiej „dysponowały siłami” i nie biegały po boisku jak owieczki za piłką. Plac był duży, graliśmy długo (3 x 20 minut). Pierwsza tercja to było przestawianie się na ten system gry, trochę zbędnego biegania, ale już w drugiej tercji załapali i gra wyglądała coraz lepiej.

Podania vs drybling (i strzały)

Przy podaniach faktycznie lepsi byli Hiszpanie, było widać, że mają lepiej opanowany ten element (co wynikało z tego systemu gry/szkolenia od małego) i dokładniej celowali. Byli po prostu przyzwyczajeni do takiej gry, przestrzeni, podań, strzałów na dużą bramkę. Grają tak na co dzień, więc i w tych elementach mieli przewagę.

Muszę jednak zaznaczyć, że to może być moje mylne wrażenie… Bo większość dobrych podań i strzałów wykonało tych dwóch wyróżniających się zawodników z drużyny Ca La Guidó. Resztę ciężko ocenić, bo ich udział w grze był dużo mniejszy.

Jeśli chodzi o umiejętność dryblingu, gry 1 x 1 to przeciwnicy w ogóle nie byli lepsi, mogę nawet powiedzieć, że 2-3 naszych zawodników wyróżniała się pod tym względem na tle całej grupy rozgrywającej mecz. To mnie zdecydowanie ucieszyło.

Pozostawię tylko jeszcze jedną rzecz do przemyślenia – jeśli dzieci te miały 7-8 lat i dopiero wychodziły (powoli) z etapu egocentrycznego to czy dobrze opanowane podania i gra zespołowa na pewno są zaletami? Wydaje się, że nasze „schodki” (4 x 4 -> 5 x 5 -> 7 x 7 -> 9 x 9 -> 11 x 11) mają tutaj przewagę. Osobiście dodał bym nawet pierwszy schodek w postaci 2 x 2 / 3 x 3.

Auty

Podczas meczu wrzut z autu zawodnicy wykonywali rękami. Wiem, że dużo osób uważa to za dobre rozwiązanie (z tego co czytam na grupach trenerskich), bo uczylibyśmy dzieci takiej gry jak będzie w przyszłości! Ale czy na pewno? Moim zdaniem maluchy nie są jeszcze na takie coś gotowe. Nie rozumieją istoty gry zespołowej, nie zrobią ruchu od/do piłki przy aucie, nie wiedzą gdzie podać, robią to byle jak. Osobiście wolę jak wprowadzają piłkę nogą i doskonalą drybling.

Mogę jeszcze dodać, że podczas naszego meczu w Hiszpanii nikt nie zwracał uwagi na poprawne wykonanie tego elementu. Ani sędzia, ani trenerzy. Dzieci rzucały podskakując, robiły „szczupaka” lecąc razem z piłką, czasem pchali piłkę zamiast ją rzucać. Tym bardziej pokazali, że to jeszcze za wcześnie! Po co robić to byle jak? Lepiej skupić się na innych elementach i wdrożyć to w trening w odpowiednim momencie.

Spalone

To zdecydowanie wymaga wyjaśnienia. Przepis ten nie obowiązywał na całym boisku. Przed polem karnym, dosłownie 2 metry przed nim na boisku znajdowała się linia ciągła i to ona wyznaczała strefę, gdzie spalony obowiązywał.

Przepis ten ograniczał więc jedynie stanie w polu karnym „na Janka” i czekanie na piłkę. Nie wpłynął znacząco na samą grę, a przez 60 minut gry sędzia odgwizdał go tylko 2 razy i to w wykonaniu drużyny hiszpańskiej, a nie naszej.

Uwaga!

Tak jak pisałem na początku to są moje SUBIEKTYWNE odczucia po wizycie w Hiszpanii. Można na każdy z wymienionych przeze mnie tematów dyskutować i wyciągnąć jeszcze kilka „za” i kilka „przeciw”. Nie neguję też myśli hiszpańskiej, daleko mi do tego. Uważam, że dróg do sukcesu jest wiele i jeśli pomysłodawcy filozofii/metodologii szkolenia potrafią poprzeć swoje metody rzeczowymi argumentami, literaturą i badaniami to mówiąc kolokwialnie „wszystko jest dla ludzi”. Ważne, by metody były dostosowane do wieku i rozwoju dzieci, wpływały pozytywnie na procesy poznawcze (naukę) i były ukierunkowane na wszechstronny rozwój (pamiętaj mówimy o najmłodszych).

Muszę też dodać jeszcze jedną ważną rzecz. To nie był staż, nie przyglądałem się treningom, nie widziałem turnieju, rozgrywek czy choćby kilku meczów. To są moje wrażenie tylko i wyłącznie po JEDNYM meczu sparingowym, który rozegraliśmy podczas obozu w Hiszpanii. Część rzeczy może więc być indywidualnym przypadkiem, wyjątkiem czy anomalią w stosunku do tego jak wyglądają rozgrywki w Hiszpanii na co dzień.

Jeśli ktoś był, widział i grał w Hiszpanii na ich zasadach to zapraszam do dyskusji. Podzielcie się własnymi wrażeniami, może będą zgoła inne od moich.

4 x 4 / 5 x 5 czy jednak 7 x 7?

Myślę, że odpowiedź już znacie. Według mnie mniejsza gra jest zdecydowanie lepszym wyborem i góruje nad 7 x 7. Mimo to taki sparing był naprawdę pożytecznym doświadczeniem. Powiem nawet więcej. Od czasu do czasu chętnie bym zagrał taki mecz! Powtórzył bym to jeszcze kilka razy. Nie jako regułę, nie co weekend, ale od czasu do czasu. Dlaczego?

Bo to zupełnie inne bodźce dla zawodników. Inna gra, inne warunki, inne wymagania. Dzięki różnym bodźcom zawodnik szybciej się rozwija. Na co dzień gramy 4+1 w lidze żaków, często i chętnie gramy też 2+0 lub 3+0, a od czasu do czasu zagrałbym „po hiszpańsku”, czyli 6+1. Jednak na pewno nie w Skrzatach! Żak i moment wychodzenia z etapu egocentrycznego to dopiero moment, w którym takich gier bym próbował. Wtedy taka gra może przynieść korzyści, choć podkreślę to jeszcze raz – od czasu do czasu, rzadko, jako urozmaicenie. Warto też dodać, że raczej w grupach zaawansowanych niż w tych początkujących/średnich.

Wizyta w Hiszpanii

To tyle na temat sparingu. Na pewno nie poruszyłem wszystkich kwestii, ale dzięki temu będzie miejsce na dyskusje w komentarzach do czego gorąco zachęcam. Wiecie już jak to wyglądało, przedstawiłem Wam zasady według których graliśmy, podzieliłem się swoim punktem widzenia. A Wy jak to odbieracie? Jakie plusy i minusy takiej gry widzicie?

0 komentarzy

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

27 − 18 =