Wynik czy zabawa? Jak to w końcu jest?

Wynik czy zabawa? Jak to w końcu jest?
19 lutego 2018 Jakub Śpiegowski

Temat powraca jak rzeka – wynik jest ważny czy nie jest ważny? Bawimy się czy trenujemy? Co chwila ktoś wspomina podejście „to tylko zabawa, wynik się nie liczy”. Najgorsze jest to, że wielu trenerów przechodzi ze skrajności w skrajność i każdy nowy news ze świata piłki młodzieżowej podciągają pod swoją teorię…

MECZ BAYERN MONACHIUM U17 – LEGIA WARSZAWA U17 – , WYNIK 14:0.

Zdecydowałem się na ten wpis, bo ostatni mecz Bayernu Monachium U17 z Legią Warszawa U17 (gdzie młodzi piłkarze z naszego kraju przegrali 14:0) przelał czarę goryczy.

Jednak nie chodzi mi o wynik i o zawodników Legii, a o trenerów i ich opinie pojawiające się na różnych forach, grupach i dyskusjach. Mówiąc szczerze przez moment zastanawiałem się nawet nad napisaniem bardzo mocnego wpisu, tak jestem zdziwiony zero-jedynkowym podejściem niektórych trenerów. Naprawdę jestem w szoku!

To co się dzieje w większości wątków (choć nie we wszystkich, są też głosy rozsądku) to nic innego jak zwykłe gównoburze (tak, gównoburze, trzeba nazwać to po imieniu). Każdy ciągnie w swoją stronę i bez mierzalnych argumentów podciąga tą przegraną, ten wynik meczu, pod swoją teorię…

Ktoś pisze, że to jest pokłosie podejścia „wynik się nie liczy” i że na trening to nie przychodzimy się bawić, a trenować, że zabawa jest bleee…

Ktoś pisze, że to jest wina parcia na wynik i grania o zwycięstwo za każdą cenę już od skrzatów i żaków oraz niedouczonych trenerów, którzy tą chorą presję nakładają…

Ktoś pisze, że w ogóle mamy beznadziejny system szkolenia i polska myśl szkoleniowa nie istnieje, że PZPN to dno i jak mamy dobrze szkolić w Polsce bez programu szkolenia…

Ktoś pisze nawet, żeby zwolnić od razu trenera Radosława Mozyrko i trenera prowadzącego zespół U17, bo to ich wina, że doprowadzili do takiej sytuacji…

GÓWNOBURZA, HEJT I OSĄDY…

O zgrozo... mógłbym tak wymieniać bez końca na podstawie tego co pojawiło się w internecie przez ostatnie 2 dni.

Ilu trenerów tyle głosów i dziesiątki bezsensownych przepychanek w internecie. Specjalnie nigdzie nie zabrałem głosu w tej sprawie. Wiesz dlaczego? Bo nie chcę być częścią tych chorych dyskusji, tego narzekania i szukania winnych, nie chcę hejtować, obwiniać i stawiać osądów. Nie chcę się przepychać i przekonywać kogoś do swoich racji. Po prostu nie chcę być częścią gównoburzy.

Mało tego, nie pracuję w Legii, nie znam trenera prowadzącego, nie widziałem meczu, nie znam zawodników, nie wiem gdzie wcześniej trenowali, jak trenowali, czy się bawili, czy ktoś ich cisnął na wynik, jakie mają umiejętności…

Jakim prawem mógłbym więc oceniać to co się wydarzyło? Jakim cudem mógłbym stwierdzić co było tego przyczyną? Mógłbym tylko się domyślać i co najwyżej podciągnąć wynik tego meczu pod swoją myśl, bo każdy może dopasować to pod swoją tezę i teorię (patrz wyżej na wymienione komentarze trenerów).

Dla zainteresowanych polecam przeczytać oświadczenie Legii po tym meczu. Polecam też sprawdzić, że Bayern Monachium U17 to lider Bundesligi tego rocznika. Dystansują Świetnie sobie radzą nawet z drużynami niemieckimi, a przecież tak chwalimy ich szkolenie. Zawodnicy U17 nie przegrali żadnego meczu z 15 rozegranych i mają bilans bramkowy 50:6. Oczywiście nie szukam wymówek dla młodych Legionistów, ale chcę zaznaczyć, że warto poszukać informacji przez pisaniem osądów, bo sprawa jest o wiele bardziej złożona.

WYNIK CZY ZABAWA? 

Dlatego unikając osądów i komentarzy chciałbym przejść do tematu, który najbardziej dotyczy dzieci – wynik czy zabawa? Może wstęp był troszkę przydługi, ale teraz chciałbym z Tobą podjąć merytoryczną dyskusję. Bez hejtu, bez przepychanek, bez dopasowywania faktów pod własną teorię. Zacznijmy merytoryczną rozmowę o procesie szkoleniowym.

O co tak naprawdę toczą się spory? Oczywiście o rozwój młodych zawodników. Co będzie dla nich najlepsze, co da oczekiwane rezultaty, co ich zaprowadzi na szczyt. Każdy z nas chce tego samego – jak najlepiej dla młodych zawodników! Spory dotyczą sposobów i metod, które do tego rozwoju mają doprowadzić. Czy się bawimy czy nie? Czy gramy na wynik czy nie? Co tak naprawdę jest ważne? Przeanalizujmy to wszystko na spokojnie i po kolei!

Mamy trzy elementy, o które generalnie toczy się spór i które wzbudzają wiele emocji wśród trenerów. Są to:

Oczywiście jest to duże uproszczenie na potrzeby tego artykułu, bo wpływ na efektywność szkolenia ma wiele innych czynników (takich jak rywalizacja, intensywność, dobór środków, metodyka, długofalowy plan, podejście trenera, świadomość zawodników, selekcja, różnorodność, organizacja treningu i tak dalej, i tak dalej, i tak dalej…).

A MOŻE ROZWÓJ? 

Ja generalnie staję na środku! Bo przecież to rozwój jest najważniejszy, ale czy może mieć miejsce bez zabawy i bez wyników? Moim zdaniem nie. Jedno i drugie jest ważne, wszystkie trzy rzeczy są ważne. Dlaczego? Bo liczy się harmonijny rozwój młodego zawodnika – to jest kluczowe!

My jako trenerzy musimy to wszystko wyważyć, dobrać w odpowiednich proporcjach w zależności od wieku i umiejętności dzieci. Zanim dojdziemy do sedna przeanalizujmy sobie 3 sytuacje, gdzie zmiennymi będą właśnie 3 wymienione wcześniej elementy: rozwój, zabawa i wynik.

NACISK NA ZABAWĘ

Pierwsza sytuacja. To tylko zabawa, wynik się nie liczy, dzieci mają przede wszystkim zakochać się w piłce nożnej. Nie jest to optymalne rozwiązanie. Dzieci zawsze chcą wygrywać, dla nich każdy mecz jest sprawą życia i śmierci. Po wygranej jest euforia, po przegranej jest rozpacz, łzy i smutek. Zawsze!

Trening to nie tylko zabawa. Sama zabawa i luźne podejście nie pozwoli optymalnie rozwinąć umiejętności twoich podopiecznych. Zabawa jest po prostu jedną z form występujących na treningu, dostosowaną do wieku młodych zawodników. Sprawdza się w rozgrzewce i jest pomocna do nauczania wielu elementów techniki.

Trzeba jednak rozgraniczyć zabawę jako podeście do treningu i zabawę jako środek treningowy. Po prostu.

Zabawa jako podejście sprawdzi się w grupach rekreacyjnych, raz w tygodniu, gdzie rodzice szukają trochę ruchu dla swoich „zalegających na kanapie” maluchów. Zabawa jako środek treningowy sprawdzi się wszędzie, u dzieci, młodzieży, a nawet seniorów.

Oczywiście odpowiednia zabawa, bez nadmiernego koloryzowania i mącenia (ale o tym będzie niżej).

NACISK NA WYNIK

Druga sytuacja. Zupełne przeciwieństwo powyższego podejścia, czyli „jaka zabawa?”, dzieci nie przychodzą na trening po to, żeby się bawić, tylko po to, żeby trenować i wygrywać mecze.

Owszem, jak wspomniałem wcześniej – pewnie, że chcemy wygrywać, dzieci zawsze chcą wygrywać! Musimy w nich tą „mentalność zwycięzców” pielęgnować, a nie wciskać im, że wynik jest nieważny. Dla nas jako trenerów on jest ważny, ale nie najważniejszy! Przoduje rozwój i dobro zawodnika.

Nie może być to jednak wygrywanie za wszelką cenę. Zatracenie się w emocjach, parcie na wynik za wszelką cenę, gra na 2 wyrośniętych zawodników i ciągłe krzyki z bocznej linii boiska tylko po to, żeby wygrać najbliższy mecz 6-latków. To też nie ma sensu.

Możemy przez to przegapić wielu zawodników, którzy troszkę wolniej się rozwijają. A braki w szkoleniu będą nie do nadrobienia. Możemy też zniechęcić dzieci do sportu, być może wybiorą inną aktywność, która będzie bardziej atrakcyjna i nie obarczona chorą presją. Jakiś element zabawy musi się pojawić (trzeba dostosować metody i środki do wieku i umiejętności dzieci).

Zawsze gramy o zwycięstwo, ale nie za wszelką cenę. Stwarzamy optymalne warunki do rozwoju dzieci, czasem potrzeba więcej gier, czasem zabaw, czasem trzeba przycisnąć, a czasem odpuścić.

HARMONIA

Trzecia sytuacja. Balans pomiędzy tymi 3 obszarami, harmonia! Nie tylko zabawa, nie parcie na wynik, nie klapki na oczach i tylko jedna słuszna droga. Wszystkiego po trochu, a tak naprawdę zarówno zabawa, jak i wyniki oraz wygrane, dzięki którym dzieci się rozwijają. Bo prawidłowy rozwój jest najważniejszy!

Oczywiście proporcje mogą być różne w zależności od grupy, ale wszystkie te elementy powinny występować w zdrowej relacji.

Dzieci chcą się bawić, jest to efektywna forma nauki. Na pewno widziałeś wiele filmów z najlepszych akademii na świecie czy z topowych, seniorskich drużyn europejskich, gdzie pojawiają się zabawy. Nie można ich całkowicie negować. Nie można też ubierać wszystkiego w smoki, rycerzy czy piratów, przegięcie w drugą stronę też nie jest dobre.

Koncentrujemy się na rozwoju młodych zawodników. Cały proces szkolenia musi być zaplanowany i przemyślany. Bierzemy pod uwagę długofalowy rozwój, etapy sensytywne i krytyczne, etapy w życiu dziecka, zdolności poznawcze i wiele innych zmiennych. Dzięki temu możemy dostosować środki, metody i komunikację do potrzeb dziecka.

Zwracamy uwagę na wyniki. Zawsze chcemy wygrać, zawsze dążymy do zwycięstwa. Nie mówmy dzieciom, że „wynik jest nie ważny”, i że „nic się nie stało”! Chcemy, by dzieci uczyły się wygrywać i przegrywać, chcemy by wyciągały wnioski po każdym spotkaniu. Jednocześnie „nie gramy na wynik za wszelką cenę”. Nie promujemy negatywnych zachowań, nie wymuszamy grania podaniami podczas etapu egocentrycznego, by wygrać najbliższe mecze o puchar wójta, nie drzemy się zza linii bocznej i nie sterujemy dziećmi, bo wiemy lepiej co trzeba zrobić.

Czy taki układ nie wydaje się być najzdrowszy?

PODSUMOWANIE

Czy układ harmonii, balansu i zdrowego rozsądku nie wydaje się najlepszą opcją? Przecież na świecie jest wiele szkół i metodologii. Każda z federacji ma inne podejście, mamy szkołę hiszpańską, portugalską, włoską, niemiecką, angielską, holenderską itd.

Widujemy w nich (mówiąc o dzieciach) zarówno gry, zabawy jak i formę ścisłą. Widujemy bardzo różne podejścia. Każdy trenuje inaczej, a mimo to kraje te szkolą wielu topowych piłkarzy i mają silne reprezentacje (z wahaniami, ale to światowy top).

Ktoś mówi, że motoryka jest najważniejsza, inni stawiają na kreatywność i umiejętności techniczne, ktoś idzie w kierunku rozumienia gry i taktyki. A tak naprawdę to wszystko jest potrzebne, a nawet niezbędne!

My jako trenerzy musimy zadbać o harmonijny rozwój młodych zawodników na wielu płaszczyznach. Patrzymy na motorykę, technikę, taktykę, psychikę, rozwój społeczny, po prostu dbamy o rozwój. Na to musimy patrzeć, a nie upierać się, że zabawy są najlepsze albo że zabawy są złe, bo trzeba tylko grać albo jeszcze coś innego. To nie jest najważniejsze. Nie ma jednego złotego środka, prawda leży po środku i trzeba zadbać o równowagę!

TRZY PROŚBY

Na koniec mam do Ciebie trzy prośby!

  1. Jeśli zgadzasz się z powyższym tekstem to daj mi o tym znać w komentarzu.
  2. Jeśli się nie zgadzasz (lub masz jakieś wątpliwości) to wyraź swoje zdanie, kulturalnie i rzeczowo, podaj argumenty.
  3. Jeśli chcesz rozpętać kolejną gównoburze niepotrzebnym hejterskim komentarzem to sobie odpuść. Wszystkie takie wypowiedzi zostaną usunięte. Liczymy na rzeczową i konkretną rozmowę.

Jak zawsze zachęcam też do udostępniania tekstu i przekazywania go dalej, niech dotrze jak najdalej!

12 komentarzy

  1. Avatar
    Karol 2 lata temu

    proszę zmienić na 0:14 bo się zakręciłem na samhym początku….

    • Jakub Śpiegowski Autor
      Jakub Śpiegowski 2 lata temu

      Faktycznie, mój błąd już poprawione!

  2. Avatar
    RK19 2 lata temu

    Spostrzeżenia w powyższym tekście jak najbardziej prawidłowe. Muszę się niestety przyznać sam przed sobą, że po usłyszeniu o tym wyniku Legii pierwsze myśli były dosyć czarne szukające wytłumaczenia dlaczego tak się mogło stać. Dopiero po dłuższej chwili kiedy emocje zeszły i przewagę zaczęła mieć chłodna głowa powoli do człowieka docierało jakie głupoty przychodziły mu do głowy. Co do dzieciaków równowaga jest jak najbardziej wskazana. Za dużo w ostatnim czasie widzę „trenerów” bardzo skoncentrowanych na wynikach sportowej rywalizacji, ale też nie można popadać ze skrajności w skrajność. Samo nastawienie na zabawę spowoduje według mojej opinii mniejsze tempo rozwoju dzieciaków. Można wykonać jednakowe ćwiczenie w wersji bez i z rywalizacją i gołym okiem widać, gdzie zaangażowanie i przede wszystkim podejście będzie bardziej aktywne. Oczywiście nie w 100% przypadków bo każdy młody adept piłkarski jest inny o czym również należy pamiętać.

    • Jakub Śpiegowski Autor
      Jakub Śpiegowski 2 lata temu

      Dzięki za komentarz! 🙂

  3. Avatar
    Michał 2 lata temu

    Chciałbym się zapytać o połączenie „chcę wygrać każdy mecz” z zasadą „Każdy gra tyle samo”, „Gra na różnych pozycjach pozwala się lepiej rozwijać”
    Co jeśli mam w grupie kilku dobrych zawodników i kilku zaczynających i co jeśli niektórzy z zawodników nie potrafią grać np na obronie (stoją na linii pola karnego cały mecz), pomocy (wcale nie wraca do obrony).
    Ma to duże przełożenia na końcowy wynik meczu moim zdaniem.

    • Jakub Śpiegowski Autor
      Jakub Śpiegowski 2 lata temu

      Przy tak dużych dysproporcjach pierwsze co mi przychodzi do głowy to podział grupy, a jeśli jest za mało, żeby ich podzielić to może dasz radę dobrze sobie radzących zabierać na jeden turniej, a początkujących na inny turniej? Ważne by „chcę wygrywać każdy mecz” szło zgodnie z pomysłem na nauczanie. Każdy powinien grać podobny wymiar czasu i pozycje trzeba rotować tak jak napisałeś, ale nie robić dzieciom pod górkę, trzeba to z głową robić. Bardzo ciekawie opisuje to autor bloga „Trenera Okiem”. Polecam sprawdzić, pisze o tym w kilku artykułach.

  4. Avatar
    Seba 2 lata temu

    Sam ostatnio wiele się nad tym podejściem zastanawiałem i widzę po sobie jak bardzo zmienił się mój przekaz do zawodników. Zaczęło się standardowo od „wynik jest nieistotny” ale obserwowałem chłopaków i widziałem ich reakcje po porażkach. Nie jeden turniej na początku pracy skończył się jedną wielką frustracją i płaczem! Nawet nie wiecie jak bardzo mnie to cieszyło bo Ci chłopcy tym zachowaniem pokazali jak bardzo im zależy! Przechodząc do sedna. Moje założenie jest bardzo proste, wynik jest ważny ale musi wynikać z gry, przemyślanej gry. Jeżeli będziemy grać tylko i wyłącznie lagę do przodu to czego Ci chłopcy się nauczą? Niczego, może i wygrają jakiś śmieszny turniej ale nie da to żadnych korzyści, natomiast jeśli przekładamy na mecze, sparingi, turnieje wszystko to co przede wszystkim wykonujemy na treningu i chłopcy są ŚWIADOMI i wiedzą dlaczego wykonują, konkretne założenia, czynności i zdają sobie sprawę jakie korzyści z nich wynikają pod względem indywidualnym i zespołowym to wtedy ma to sens.
    A jeśli chodzi o aspekty motoryczne, techniczne, taktyczne to nie da się ukryć, że my jako trenerzy mając powiedzmy chłopaków 2/3 razy w tygodniu po półtorej godziny, do tego grupę 16/18/20 przypadającą na jednego trenera nie jesteśmy wstanie wszystkiego zrobić i do wszystkich podejść indywidualnie i korygować błędy. Piłka tez już powoli idzie w kierunku indywidualizacji i jeden trener nie może być od wszystkiego dlatego np w aspekcie głównie motorycznym powinny być to zajęcia indywidualne jako dodatkowa jednostka treningowa w grupie maksymalnie 4 chłopaków. Rozpisalem się strasznie, a mógłbym tak pisać i pisać bo jak wiemy szkolenie to temat rzeka, a tutaj zdecydowanie lepiej działać! Mam tylko nadzieję, że nasze pokolenie w końcu coś zmieni na lepsze i przede wszystkim będzie się nawzajem wspierać i dzielić wiedzą, a nie obrzuac się gownem na każdym kroku! Co do tekstu popieram w 100%!

    • Jakub Śpiegowski Autor
      Jakub Śpiegowski 2 lata temu

      Dzięki za konkrety. O to właśnie chodzi, by wynik wynikał z przemyślanej gry, a nie lagi pod największego w drużynie. Dzieci mają się przede wszystkim uczyć grać. Pozostałe rzeczy, o których piszesz to temat rzeka. Ważne, żebyśmy tak jak napisałeś się wspierali, dzielili wiedzą, a nie darli koty. Dzięki jeszcze raz i pozdrawiam!

  5. Avatar
    Trener okiem 2 lata temu

    Tematu Akademii Legii Warszawa nie poruszam, mam za mało danych, poza tym niech robią co uważają za dobre. Znam paru trenerów stamtąd i wiem, że ciężko pracują. Trenują inaczej niż ja, ale daję sobie prawa, aby ich pouczać i mówić co jest lepsze. Inne środowisko, inni zawodnicy, inne realia, inna presja.

    Natomiast jeśli chodzi o tekst (a dokładnie o jego cześć główną, bez wstępu), to się z nim zgadzam. Promuje niepopadanie w skrajności, a to do mnie najbardziej przemawia. Jakiś czas temu sam napisałem artykuł, który myślę, że będzie dobrym uzupełnieniem powyższego.

    http://treneraokiem.com/wynikowiec-czy-szkoleniowiec-4…/

    Według mnie, nie ma nic złego w zagraniu na wynik jak i „na rozwój”. Kwestia ustaleń, co w danym meczu trener chce zrobić.

    Dużo trenerskiej życzliwości życzę 🙂
    PS Jakub, mam nadzieję, że nie urwiesz mi głowy za skopiowanie mojego komentarza z facebooka 🙂

    • Jakub Śpiegowski Autor
      Jakub Śpiegowski 2 lata temu

      Nie urwę! 🙂 Dzięki za podzielenie się swoim zdaniem. Artykuł czytałem, zresztą czytam wszystkie Twoje teksty i się zgadzam zdecydowanie z takim podejściem. Wszystko jest dla ludzi, byle z chłodną głową, rozwagą, celowo i z umiarem! 🙂

  6. Avatar
    Katarzyna 2 lata temu

    Piszę jako mama skrzata (2012), który gra od 1,5 roku. Tekst jest świetny i uważam, że ostatnie podejście jest tym najlepszym, które widzę w treningach i podczas turniejów, dzięki naszej trenerce. Myśli ona podobnie do Pana 🙂 i bardzo się z tego cieszę 🙂
    Szkoda mi dzieciaków z innych zespołów, gdyż nie raz słyszę co i jak mówią trenerzy podczas turniejów. A przecież to dopiero mali zawodnicy (2011-2012).
    Pozdrawiam i obym trafiała w życiu sportowym syna (jak tylko nadal będzie tak „zajawiony” na piłkę) na samych trenerów z odpowiednim podejściem 🙂

    • Jakub Śpiegowski Autor
      Jakub Śpiegowski 2 lata temu

      Bardzo mnie to cieszy i życzę takich trenerów przez całą sportową drogę! 🙂

Zostaw odpowiedź do Karol Kliknij tutaj aby zrezygnować z odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

− 5 = 1